Odpowiedź :
(Akapit) Dziś rano obudziłam się cała roztrzęsiona. Miałam wojenny sen. Wciągająca historia chłopaków, którzy narażając własne życie, odbili przyjaciela z rąk Niemców. Ale od początku, póki jeszcze pamiętam.
(Akapit) Siedziałam na starym, zużytym krześle bez oparcia. W pomieszczeniu było brudno, prócz krzesła innych mebli nie zauważyłam. Padające światło z jedynego okna, tylko podkreślało osadzający się kurz na podłodze. Skrzypiąca podłoga przyprawiała mnie o dreszcze. Nie mam zielonego pojęcia, jak się tam znalazłam. Siedząc, nagle usłyszałam dźwięk rozbijanej butelki. Zaciekawiona, szybko pobiegłam do okna i delikatnie je uchyliłam, aby przypadkiem nie zostać zauważoną. Moim oczom ukazała się paląca się furgonetka. Po chwili na placu pojawiły się sylwetki ludzi, zaczęli do siebie strzelać. W akcji uczestniczyli młodzi mężczyźni, przeciwko gestapowcom. Widziałam każdy ich kolejny i świetnie zaplanowany ruch. Przewagę mieli młodzi amatorzy, którzy celnymi strzałami pokonywali nieobliczalnych wrogów. W pewnym momencie z furgonetki, ile sił w nogach zaczęli uciekać więźniowie. Byli w szoku, że nadarzyła im się okazja ucieczki. Ja jednak szczególnie zwróciłam uwagę na jednego więźnia, który wyszedł na końcu. Był łysy, twarz miał wyczerpaną, nie wyglądał najlepiej, było widać na nim wszelkie oznaki okrucieństwa Niemców. Chłopcy pobiegli do niego, pospiesznie wzięli na ręce i zanieśli do wcześniej przygotowanego samochodu. Odjechali, zostawiając palącą się furgonetkę.