👤

Piszemy opowiadanie na motywach powieści Rafała Kosiła "Felix Net i Nika oraz gang niewidzialnych ludzi"(postacie, wydarzenia)1moja przygoda w świecie Felix net i Niki.(narrator pierwszoosobowy "ja")2.Nowa przygoda Felix..... Co musi się znaleźć
Min.150słów 3akapity dialog proszę myślę że nikt nie zrobi ale trudno czas do piątku do godziny 9:00


Piszemy Opowiadanie Na Motywach Powieści Rafała Kosiła Felix Net I Nika Oraz Gang Niewidzialnych Ludzipostacie Wydarzenia1moja Przygoda W Świecie Felix Net I Ni class=

Odpowiedź :

Odpowiedź:

Marzenia się spełniają

Felix, Net i Nika leżeli na czymś twardym, co mogło być podłogą. Powoli zaczęli sobie przypominać, co działo się przez ostatnie kilkanaście minut…  

Weszli do Instytutu, do którego przyjechali z tatą Felixa. Potem wszystko działo się tak szybko… Mężczyżni w czarnych garniturach wbiegli do środka, wszyscy obecni tam naukowcy przerwali to, co akurat robili i uciekli, każdy w inną stronę. Przyjaciele, nie wiedząc, co się dzieje, pobiegli do najlepiej znanej im sali, tej z Pierścieniem. Nie oglądali się za siebie, ale słyszeli odgłosy pogoni. Gdy zobaczyli majaczący przed nimi Pierścień, bez chwili zastanowienia wbiegli do niego. Na powierzchni urządzenia pojawiło się kilka niebieskich iskierek.

Przyjaciele otrząsnęli się ze wspomnień i rozejrzeli się po pomieszczeniu. Rzeczywiście, leżeli na brudnej, mokrej i śliskiej  podłodze. Sufit, wsparty przez grube filary, znajdował się bardzo nisko. Pokój wyglądał jak loch.

Widziałam kiedyś taki pokój - powiedziała Nika. - Nie wiem tylko, gdzie…

Widziałabyś taki codziennie, gdybyś żyła w XIII albo XIV wieku - odpowiedział Net. Spróbował wstać, co poskutkowało mocnym uderzeniem głową o sufit.

Nie w XIII, a w XI wieku - stwierdził Felix. Podszedł do ściany. - Lepiej skupmy się na wydostaniu się stąd i na powrocie do domu

Brawo, Sherlocku. Nie pomyślałbym.

Skończcie zanim zaczniecie - przerwała Netowi Nika. - Widziałam to chyba w jakimś filmie…

Czyli jednak oglądanie filmów się do czegoś przydaje - podsumował Net. - Chodźcie, idziemy.

Net i Felix skierowali się w stronę wyjścia. Weszli po schodach, ale zamiast wyjścia zastali masywne drzwi.

Felix, masz ze sobą klucz uniwersalny? - bardziej stwierdził niż zapytał Net.

Jasne!

Po chwili rozległ się szczęk klucza w zamku. Felix wyjął urządzenie, ale po chwili zorientował się, że drzwi wciąż są zamknięte.

Użyję zatem mojego nowego wynalazku - powiedział Felix i wyjął z plecaka duży, prostokątny przedmiot. Rozłożył go. Okazało się, że była to długa dźwignia. Przy miejscu złączenia ramiona dźwigni były płaskie, co umożliwiało łatwe podłożenie ich pod ciężki przedmiot.

To RĘDŹDOPOCIRZ - wyjaśnił chłopak. - Ręczna dźwignia do podnoszenia ciężkich rzeczy. Pomyślałem, że z naszą tendencją do wpadania w kłopoty, taki wynalazek się przyda. Trudno popsuć, nie trzeba ładować, łatwo używać. Zero elektroniki. Prosty i funkcjonalny.

Fajne, ale pomyśl nad nazwą - ocenił Net.

Zamiast gadać, lepiej mi pomóż. Sam chyba nie dam rady - sapnął Felix. - Prosiłem Golema Golema, aby usiadł na tej dźwigni. Podniosłem go bez problemu, więc te drzwi powinny się otworzyć.

Chłopcy wcisnęli dźwignię z całej siły. Drzwi ani drgnęły. Zrobili to jeszcze raz. Dalej nic. Usiedli na dźwigni. Nic.

- Postawmy tu coś ciężkiego - zdecydował Felix. - O, ta skrzynia powinna się nadać - wskazał jedną z wielu skrzyń pod ścianą. Razem z Netem podniósł skrzynię i postawił ją na dźwigni. Usiedli na skrzyni. Drzwi w dalszym ciągu pozostały nieruchome.

A tak w ogóle, to gdzie jest Nika? - zapytał Net.

Tu jestem! - dobiegło z dołu. Po chwili Nika stanęła przy drzwiach. - Próbowałam wam powiedzieć, że jesteśmy w Dworze Malfoyów. Tu wynalazki nie działają. Żeby się stąd wydostać, potrzebujemy różdżek.

Felix, na pewno masz różdżki w plecaku - chciał powiedzieć Net, ale usłyszał, że ktoś zmierza do drzwi.

Szybko, na dół! - szepnęła Nika.

Felix schował RĘDŹDOPOCIRZ i odniósł skrzynię na miejsce. Net spojrzał na niego krzywo.

- No co? - zapytał Felix. - Nie jestem nieporządny, w przeciwieństwie do ciebie.

Nika cicho westchnęła i przewróciła oczami. Nagle drzwi, z którymi Felix i Net nie mogli się rozprawić, otworzyły się. Przyjaciele zobaczyli niskiego, szczurowatego, pulchnego mężczyznę z metalową ręką oraz dziewczynę średniego wzrostu o długich, jasnych, prawie białych włosach i wielkich, szarych oczach. Mężczyzna wepchnął dziewczynę do środka i zamknął drzwi. Nieznajoma przewróciła się, ale od razu wstała.

- Homenum Revelio! - powiedziała długowłosa, wyjmując różdżkę.

Felix, Net i Nika poczuli się, jakby coś na nich spadło. Coś, czego w rzeczywistości nie ma. Ciarki przeszły im po plecach.

- Czy to nargle?- zapytała młoda czarownica rozmarzonym głosem.

Neta korciło, by powiedzieć, że to nie nargle. Już otwierał usta, żeby się odezwać, ale pod wpływem spojrzenia Felixa natychmiast zaniechał tego czynu. Nawet nie zauważył, jak Nika powoli podniosła się, tym samym wychodząc z kryjówki

A tak właściwie, to czym są te nargle? - zapytała.

O, więc to jednak nie nargle! Cześć, jestem Luna. Luna Lovegood. A co do nargli, to magiczne zwierzęta. Potrafią być niezwykle psotliwe. Kiedyś nawet zabrały mi buty. Ten naszyjnik - wskazała wisiorek na szyi - jest zrobiony z kapsli po piwie kremowym. Odstrasza nargle. A wy? Kim jesteście? Czy zabrali was szmalcownicy? Słyszałam, że jest tu Pan Ollivander. Przydałaby mi się nowa różdżka. Tą trochę zepsuły mi nargle…

Mam na imię Nika, a to Felix i Net - Nika wskazała najpierw siebie, potem na chłopców, przerywając rozmyślania Luny. - Znaleźliśmy się tu zupełnie przypadkowo i chcemy jak najszybciej wrócić do domu.

To może być trochę trudne - stwierdziła sennie Luna. - Stąd chyba nie można się deportować. Chyba, że macie ze sobą skrzata domowego. A może uda wam się przekonać jakieś gnębiwtryski, żeby namieszały śmierciożecom w głowach? Ciekawe, czy można tu gdzieś łowić plumpki? Może zrobiłabym z nich zupę? Napilibyście się może naparu z tykwobulwy? Tata mówił, że ma dla mnie róg Chrapaka Krętorogiego…

Jest nieźle zakręcona, co nie? - szepnął Net.

Nika posłała mu piorunujące spojrzenie, Felix udawał, że nic nie usłyszał

W Hogwarcie wszyscy nazywają mnie Pomyluna - odpowiedziała niczym niezrażona czarownica.

Och, przepraszam, myślałem, że… - zaczął Net.

To nic. Większość osób nie wierzy w heliopatów, Ględatki Niepospolite, samosterowalne śliwki i akwariusy.

Luna, czy wiesz, dlaczego szmalcownicy cię złapali? - spytała Nika.

To chyba dlatego, że mój tata pisze o Harrym w Żonglerze. Ale nie jako o Niepożądanym Numer Jeden, tylko jako o bohaterze. Ale tata da sobie radę. Na pewno. Akurat robi rekonstrukcję diademu Roweny Ravenclaw. Używa do tego filtrów gnębiwtrysków, propellera żądlibąkowego oraz sterowalnej śliwki. Takiej, jak mój kolczyk - wskazała na ucho, na którym wisiało coś, co wyglądało jak pomarańczowa rzodkiewka. - Myślę, że diadem to świetny wynalazek. Kto ma olej w głowie, temu dość po słowie!

O Harrym? - powtórzyła Nika.

Tak! O Harrym Potterze! O Chłopcu, Który Przeżył! Nie wiecie kim jest? Niemożliwe! Przecież o nim wie każdy czarodziej i każda czarownica!

Jest tylko jeden problem, Luna. My… My nie jesteśmy czarodziejami. Wiemy o was trochę, nawet całkiem sporo, ale nie jesteśmy czarodziejami.

Hmm… A to ciekawe - stwierdziła marzycielsko czarownica. - Nie możecie być mugolami, bo jednak wiecie o nas, czarodziejach. Z drugiej strony, nie możecie czarować. Muszę powiedzieć o tym tacie! Nigdy jeszcze nie słyszałam o takim przypadku. A skąd wiecie o magii?

Przyjaciele próbowali sobie o tym przypomnieć, ale tak naprawdę, to nie wiedzieli, skąd znają świat czarodziejów. Prawdę mówiąc, wspomnień o domu, rodzinie i przyjaciołach było coraz mniej. Za to w ich głowach pojawiała się wiedza o zaklęciach, eliksirach i magicznych zwierzętach.

- Tak naprawdę, to ja już teraz nie wiem, kim jestem, a kim nie jestem. Znam tylko nasze imiona i nazwiska. - stwierdził Net. Spojrzał na przyjaciół - Też tak macie?

Tamci pokiwali głowami. Jedyne co pamiętali, to spotkanie Luny.

A skąd my się tu w ogóle wzięliśmy? - zapytała Nika.

Gdzie są nasze domy? - poszedł w jej ślady Net.

Jaką mamy rodzinę?

Jak mamy wrócić do domów?

Zaczekajcie - poprosił Felix - Najpierw ustalmy to, co wiemy. Znamy swoje imiona i nazwiska, więc wiemy, że nie jesteśmy rodzeństwem. Prawdopodobnie przybyliśmy tu razem. Z tego można wywnioskować, że jesteśmy co najmniej znajomymi.

A ja jestem pewien, że ty jesteś z nas wszystkich najmądrzejszy - wtrącił Net.

Sprawdźmy może, co mamy w plecakach i torbach - zaproponowała Nika. - Może dowiemy się czegoś więcej o sobie.

Ty też wyglądasz na mądrą - ocenił Net. - Dobra, znajdźmy teraz nasze rzeczy.

Tylko gdzie one są? - zapytał Felix.

O, znalazłam coś! - prawie krzyknęła Nika.

Może bądźcie trochę ciszej. Mogą was usłyszeć… - odezwała się biernie obserwująca dotąd Luna.

Kto?

Heliopaci.

Ale oni nie istnieją! - powiedziała Nika

Masz jakieś dowody na to, że nie istnieją? - zripostowała celnie czarownica.

Nie, ale…

No właśnie. Więc istnieją - podsumowała Luna.

Nagle w pomieszczeniu nad piwnicą rozległ się tupot stóp wielu osób. Nika i Luna podeszły do drzwi, aby posłuchać, co się dzieje na górze.  

- Witam was, przyjaciele! Stawiliście się na wezwanie swojego Pana - powiedział wysoki, zimny głos. Z pewnością należał do jakiegoś mężczyzny. - Dostałem ważną informację od Severusa. Potter niedługo będzie próbował uciec z mugolskiego domu do jednej z kwater Zakonu Feniksa. Ruszymy za nimi w pościg. Macie dorwać Pottera, jeśli nie zrobię tego ja. I dostarczyć mi go żywego. Chcę sam go wykończyć. Z resztą możecie robić, co chcecie.

Chciałbym wam też przedstawić naszego gościa, Charity Burbage - rzekł głos - Znasz ją, Severusie?

Tak, Panie - odpowiedział powoli mężczyzna o niskim głosie, zapewne Severus.

Severusie, proszę! - krzyknęła kobieta.

Milcz. Uczy dzieci w Hogwarcie o tym, że mugole są tacy, jak my, czarodzieje i że powinniśmy ich szanować - kontynuował wysoki głos z pogardą i sarkazmem. - Charity twierdzi, iż powinniśmy się z nimi swatać. Mało tego, ostatnio pani profesor opublikowała w Proroku Codziennym artykuł o szlamach. Szlamy są nam równe, pisze pani profesor. O tak, uwielbiajmy szlamy!

W pomieszczeniu nad piwnicą rozległ się śmiech zebranych tam czarodziejów. Jednak po chwili ucichł.

To złodzieje naszej wiedzy! Złodzieje magii! - tym razem w głosie nie było już sarkazmu, tylko wściekłość i odraza. - Może zmieszajmy się od razu z wilkołakami!

Tym razem nikt się nie śmiał. Nikt nie był na tyle odważny, żeby się odezwać.

AVADA KEDAVRA! - krzyknął wysoki głos. Coś ciężkiego spadło na sufit piwnicy.

Obiad, Nagini.

W górnym pokoju trwała cisza. Nika i Luna powoli odsunęły się od drzwi. Dziewczyny były przerażone. Szybko opowiedziały Felixowi i Netowi to, co usłyszały.

Kto to był? - zapytała pierwsza z dziewczyn.

Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. Sam-Wiesz-Kto.

Chodzi ci o Vol… - zaczął Net.

Nie mów tego imienia! - krzyknęła Luna. Po czym dodała już ciszej - To tabu. Jak wypowiesz to imię, śmierciożercy cię znajdą, wyślą po ciebie szmalcowników, a szmalcownicy cię porwą lub zabiją.

Glizdogonie, czy ta dziwaczna córka Lovegooda właśnie krzyczała? - z pomieszczenia na górze dobiegł głos Voldemorta. - Idź zobaczyć, co ona tam robi i powiedz, żeby nie przeszkadzała Czarnemu Panu. Możesz użyć klątwy Cruciatus, jeśli najpierw rzucisz na nią Silencio. Najważniejsze, żeby była cicho

Tak, Panie - odpowiedział mężczyzna o skrzekliwym głosie.

Chowajcie się! - szepnęła Luna.

Po chwili rozległy się kroki Glizdogona. Ciężkie drzwi otworzyły się i stanął w nich mężczyzna z metalową ręka. Przed sobą trzymał różdżkę.

Petrificus Totalus! Impedimento! - powiedziała cicho Luna. Po czym dodała - Nauczyłam się tego w Gwardii Dumbledore’a.

Nieruchome ciało Glizdogona powoli opadło na ziemię. Mężczyzna był żywy, ale nie mógł się poruszyć.

Jak to zrobiłaś? - zapytał zaskoczony Felix.

To proste - odpowiedziała za Lunę Nika. - Petrificus Totalus to zaklęcie zarówno defensywne, jak i ofensywne. Powoduje pełne zamrożenie ciała. Nie możesz się poruszyć. Za to rzucenie zaklęcia defensywnego Impedimenta skutkuje spowolnieniem ofiary na około dziesięć sekund. Formułą tego zaklęcia jest Impedimento. Nawet nie wiedziałam, że o tym wiem…

Przypominasz mi trochę moją przyjaciółkę z Hogwartu, Hermionę Granger - zauważyła czarownica -  Ona też wie wiele, ale jest ograniczona. Ma ciasny umysł.

Przyjaciele usłyszeli podniesione głosy. Podbiegli do drzwi i nasłuchiwali.

…Olivandera do tej małej wariatki - mówiła kobieta o niskim głosie. - W Dworze Malfoyów nie ma dużo miejsca na więźniów. Poza tym, i Ollivander, i blondwłosa są ci potrzebni, Panie, więc musimy ich utrzymać przy życiu. Możemy ich zamknąć w jednej celi. Wytwórca będzie się zajmował różdżką, a blondwłosa poczeka, aż jej tatuś wyda Pottera w tym swoim brukow…

Nie. To, że tu mieszkasz, nie oznacza, że możesz decydować, co będziemy robić z więźniami - weszła jej w słowo inna kobieta. - Może jesteś moją siostrą, ale to nie twój dom.

Narcyzo, twoja siostra ma rację, okaż jej szacunek - przerwał jej Voldemort. - Bello, świetny pomysł. Zrobimy tak, choćby w tej chwili. Glizdogonie, wyprowadź Ollivandera z celi i zamknij go razem z tą dziewczyną od Lovegooda! Glizdogonie, ruszaj się, szybko! Glizdogonie! Gdzie jesteś? Glizdogonie! Znajdź go, Lucjuszu. Jest mi potrzebny. Zejdź do piwnic i go poszukaj.

Oczywiście, Panie - odpowiedział mężczyzna o głosie odrobinę niższym od głosu Voldemorta, był to zapewne Lucjusz. - Już idę.

Znów kroki w korytarzu.

Z panem Malfoyem nie będzie tak łatwo - stwierdziła Luna. - Jest bardzo potężnym czarodziejem. Macie swoje różdżki?

Nie - odpowiedział Net. - A ty nie masz jakiejś zapasowej?

Chyba mam. O, tu są. Trzy różdżki. Akurat. Należały do szmalcowników, ale im je odebrałam. Nie będą działały tak dobrze, jak wasze, jeśli je macie, ale jak wszyscy rzucimy drętwotę na pana Malfoya w tym samym momencie, to powinniśmy go pokonać - rozdała różdżki przyjaciołom. - Schowajcie się. Gdy tupnę, odczekajcie sekundę i rzućcie drętwotę.

Wrota otworzyły się. Czwórka nastolatków zobaczyła wysokiego, eleganckiego mężczyznę około pięćdziesiątki o długich, blond włosach i grymasie obrzydzenia na twarzy. Śmierciożerca dzierżył w dłoni laskę ze srebrną głową węża. Chwilę podziwu dla Lucjusza przerwało ledwie słyszalne tupnięcie Luny. Po sekundzie zza kryjówki przyjaciół wystrzeliły cztery czerwone groty światła. Nieprzytomna ofiara zaklęć upadła tuż obok Glizdogona.

Nie wiem kiedy pan Malfoy się obudzi - powiedziała Luna - ale musimy stąd szybko uciekać. Jak złapią nas na uciekaniu, to zostaniemy oddani na pożarcie dla armii heliopatów Korneliusza Knota.

Wszystko fajnie, tylko jak mamy stąd uciec? - zapytał Net.

W tym momencie Lucjusz Malfoy zaczął się podnosić. Nika wcelowała w niego różdżkę.

Confudo! - szepnęła. Śmierciożerca spojrzał na nią głupawym wzrokiem i bez słowa, powoli, chwiejąc się wyszedł z piwnicy.

Niezła jest - pomyślał Net.

Uciekajmy! - powiedział cicho Felix. Przyjaciele pobiegli za nim i zatrzymali się przy drzwiach. Net, który był najwyższy z całej czwórki, wyjrzał zza framugi. Pan Malfoy właśnie mówił Voldemortowi, że Glizdogon zniknął.

Lucjuszu, nie okłamuj swego Pana. Bello, ty sprawdź. Najlepiej służysz Czarnemu Panu. Lord Voldemort ci ufa i wynagrodzi ci twoją służbę.

Bellatriks ukłoniła się czarodziejowi i spojrzała na niego z uwielbieniem.

Służba tobie jest nagrodą, Panie - odpowiedziała, wciąż patrząc na Voldemorta. - Już idę szukać tej szumowiny.

Bello, jak go znajdziesz, użyj na nim klątwy Cruciatus. Niech wie, jakie konsekwencje ma nieposłuszeństwo wobec mistrza czarnej magii!

Oczywiście, Panie.

Przyjaciele przylegli do ściany. Bellatriks nie zauważyła ich. Spostrzegła za to, że drzwi do piwnicy są otwarte. Weszła do pomieszczenia i ku swojemu zdziwieniu zobaczyła Glizdogona leżącego na ziemi. Ponieważ była inteligenta, pomyślała:

Lovegood wydostała się z Dworu Malfoyów! Na dodatek, to nieokrzesane dziewczę użyło klątwy Petrificus Totalus na Glizdogonie. Glizdogon nie grzeszy mądrością, ale dobrze rzuca czary. Natomiast Lucjusz jest naprawdę inteligentny, więc to niemożliwe, żeby nie zauważył Glizdogona leżącego przed drzwiami. Coś się tu nie nie zgadza. Muszę powiedzieć o tym Czarnemu Panu!

Locomotor! - powiedziała, a sługa Czarnego Pana odzyskał dar ruchu. - Glizdogonie, sprawiłeś zawód Czarnemu Panu. Prosił mnie, żebym cię ukarała. Zrobię to z przyjemnością. Crucio!

Mężczyzna upadł na podłogę i krzyczał z bólu. Po kilku minutach w drzwiach zjawił się Voldemort.

Bello, wystarczy! - Na te słowa Bellatriks opuściła różdżkę. Czarnoksiężnik zwrócił się do torturowanego przed chwilą mężczyzny, który powoli wstał - Nie wykonałeś rozkazu, Glizdogonie. Ukarzę cię za to. Ale najpierw powiedz mi wszystko, co się wydarzyło.

Gdy Voldemort słuchał słów swojego sługi, Felix, Net, Nika i Luna zastanawiali się nad ucieczką z dworu Malfoya. Ich burzę mózgów przerwał jednak przechodzący obok Scabior, jeden ze śmierciożerców. Prowadził niskiego, chudego staruszka o długich, puszystych, rozwianych włosach oraz dużych, przenikliwych, srebrnych oczach.

Przyprowadziłem Ollivandera, Panie. - rzekł Scabior. - Tego wytwórcę różdżek.

Wprowadź go tutaj, Scabior - odpowiedziała od niechcenia Bellatriks. - W końcu się na coś przydałeś.

Garrick Ollivander posłusznie wszedł do lochów. Scabior posłał czarownicy krzywe spojrzenie tak, żeby tego nie zobaczyła. Wiedział, że kobieta może być niebezpieczna, gdy się zdenerwuje. Robi wtedy okropne rzeczy. Tak, lepiej było jej nie denerwować. Z rozmyślań wyrwał go Czarny Pan:

Wy dwaj - Voldemort spojrzał na Glizdogona i Scabiora - wracajcie do salonu. Powiedzcie wszystkim śmierciożercom, żeby natychmiast zabrali się za poszukiwania tej dziewczyny. Sami też zacznijcie jej szukać. A ty, Bello - zwrócił się do kobiety, która już nie mogła się doczekać wykonywania powierzonego jej zadania - pomożesz mi przesłuchać tego oto twórcę różdżek - wskazał na Ollivandera. - Zacznijcie natychmiast.

Nawet wielki czarnoksiężnik nie domyślał się, że poszukiwana przez niego Luna Lovegood oraz trójka nastolatków pochodzących z zupełnie innego świata stoi teraz za jego plecami.

Mamy świetną okazję, żeby się stąd wydostać - stwierdził Felix.

Wybiegniemy stąd? - spytał Net.

Nie - odparł jego przyjaciel - to zbyt ryzy…

Z salonu dobiegł chropowaty głos:

Mamy Harry’ego Pottera!

Voldemort i towarzysząca mu Bellatriks wybiegli z piwnicy i skierowali się do salonu, którym zaroiło się od dyskutujących śmierciożerców. Gdy do pomieszczenia wszedł Czarny Pan, wszyscy momentalnie ucichli.

Draco! Choć tutaj, chłopcze - Sam-Wiesz-Kto wezwał do siebie wysokiego, szczupłego, bladego, przystojnego nastolatka. Chłopak wyglądał jak młodsza wersja Lucjusza Malfoya, może dlatego, że był jego synem. Przestraszony siedemnastolatek stanął obok Voldemorta, który kontynuował swoją wypowiedź - Powiedz mi, mój drogi: Czy to Harry Potter?

Czarnoksiężnik wskazał dłonią z długimi, białymi palcami chłopca, którego nikt przy zdrowych zmysłach nie nazwałby Harrym Potterem. Nastolatek co prawda miał okulary podobne do tych znanego chłopca, ale jego twarz była pulchna i czerwona, a oczy małe i skośne. Policzki zajmowały ponad połowę jego twarzy. Choć porwany nie wyglądał jak Chłopiec, Który Przeżył, Draco był pewien, że patrzy na Wybrańca. Nie chciał go jednak zdradzić, więc powiedział tylko:

Nie wiem. Może to on, ale nie jestem pewien.

I odszedł. Byle dalej od Pottera.

- A oni? - zapytał mężczyzna o chropowatym głosie, ten, który zaanonsował znalezienie Niepożądanego Numer Jeden.

Przyjaciele dopiero teraz zauważyli wysokiego, chudego rudzielca oraz o głowę od niego niższą brązowowłosą dziewczynę. Nika i Luna rozpoznały w nich Rona i Hermionę, najlepszych przyjaciół Harry’ego.

Czy to nie ta szlama, którą widzieliśmy u Madame Malkin, Draco? - Zapytała kobieta o blond włosach. Przyjaciele skojarzyli po głosie, że to Narcyza.

N… Nie wiem. Może…

A ten rudy? Czy to nie przypadkiem jeden z tych zdrajców krwi, Weasley’ów?

To… Chyba on.

Znaleźliśmy Pottera! Tego parszywego Pottera! - cieszyła się Bellatriks. Po czym powiedziała - Zaprowadźcie rudzielca i Pottera na dół. Dziewczynę zostawcie mi. Nie bój się, Weasley! Ty będziesz następny!

Rozległ się huk, błysnęło czerwone światło i Lucjusz, Narcyza oraz Scabior leżał na ziemi. Net obejrzał się na Nikę. Stała tuż za framugą, celując różdżką w Bellatriks. Chłopak szturchnął dziewczynę w ramię.

Nika! - szepnął. - Nie rób tego. Nika!

Nika nie zwracała na niego uwagi. Po prostu stała w miejscu i ciężko oddychała. Rzucenie potrójnego zaklęcia drętwoty było bardzo trudne, szczególnie dla szesnastolatki, która nigdy wcześniej nie miała styczności z czarami. W tym czasie śmierciożercy zaczęli przeszukiwać salon. Oczywiste było, że za chwilę wejdą do korytarza, w którym ukrywali się przyjaciele. Nie myśląc wiele, Felix i Net pociągnęli Nikę do piwnicy. Luna pobiegła za nimi.

Gdy tylko znaleźli się w lochach, zamknęli za sobą wrota, które na szczęście nie trzasnęły i schowali się w czwórkę swojej kryjówce za skrzyniami. Siedział tam już pan Ollivander.

Dzień dobry, panie Ollivander! - powiedziała wesoło Luna.

Dzień dobry. - odpowiedział staruszek - Jesteś Luna Lovegood, prawda? Znam twojego ojca. Jesteśmy dobrymi przyjaciółmi. Pamiętam, gdy kupiłaś różdżkę w moim sklepie. To było w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym drugim… - pan Ollivander zamyślił się.

Czemu pan tu trafił? - zapytał Felix.

Zapewne Sam-Wiesz-Kto potrzebuje ode mnie informacji o różdżkach - na nich znam się najlepiej.

W tym momencie drzwi do piwnicy otworzyły się. Stanęli w nich Harry Potter i Ron Weasley.

- Czy ktoś tu jest? Panie Ollivander, czy jest pan tu? - zapytał pierwszy z chłopców.

Tak, śmierciożercy uwięzili tu Pana Ollivandera - odpowiedziała Luna. - Zrobili to również ze mną i trójką moich nowych przyjaciół, czyli Felixem, Netem i Niką - wskazała na nie - do - końca -  czarodziejów, którzy wstali.

Luna! To ty? - zdziwił się Ron.

Tak, to ja! Chyba, że jestem narglem…

Aha. To na pewno ty - stwierdził Harry. - Widzieliście, jak ktoś rzucił potrójną drętwotę na śmierciożerców?

To było świetne! - wtrącił Ron. - Też chciałbym tak umieć!

A chcecie wiedzieć, kto to zrobił? - spytał Net. Zrobił dramatyczną pauzę i powiedział - Ta oto szesnastolatka - spojrzał na Nikę.

Niemożliwe! - Harry nie wierzył w to, co usłyszał - Tego nie potrafi zrobić większość śmierciożerców!

Z salonu dobiegły wrzaski.

Co ona robi Hermionie? Hermiono! HERMIONO! HEEERMIOOONOOOO! - ryknął Ron.

Szóstka przyjaciół podeszła do drzwi, aby słyszeć, co się dzieje.

Czy ten z czerwoną twarzą to Potter? - zapytała Bellatriks Lestrange.

N… Nie… - odpowiedziała Hermiona.

Wrzaski powtórzyły się i nastolatkowie uznali, że nie chcą słuchać, jak czarownica torturuje dziewczynę.

W piwnicy rozległo się ciche pyknięcie. Znikąd pojawił się mały skrzat domowy.

Zgredek? - Harry krzyknął z zaskoczenia.

Tak, Harry Potter, sir. Zgredek przyszedł Pana stąd wyciągnąć, sir. I Pana szlachetnych przyjaciół. Ale musimy się spieszyć, sir. - odparł Zgredek.

Wtem przyjaciele zamarli, gdyż usłyszeli głos Voledmorta:

Czy ktoś krzyczał w lochach? Bello, idź zobaczyć, co tam się dzieje.

Nastolatkowie przestraszyli się nie na żarty. Wiedzieli, że nie mieli szans na przeżycie w starciu z  tak potężną i brutalną czarownicą. Z zamyślenia wyrwał ich Zgredek:

Złapcie się Zgredka, szanowni przyjaciele Harry’ego Pottera, i Pan, Harry Potter, niech też się złapie, sir. - powiedział skrzat.

Dobrze, Zgredku, ale co zamierzasz… - zaczął Felix, ale nie dokończył. Poczuł się, jakby ktoś przeciskał go przez gumową rurę. A potem zorientował się, że stoi za fotelem w salonie nad piwnicą. Rozejrzał się po pomieszczeniu i zobaczył skrzata domowego siedzącego na żyrandolu. Zgredek trzymał w ręce nóż kuchenny i przymierzał się do odcięcia owego żyrandolu. Gdy stworzenie spełniło swoje zamiary, źródło światła spadło na Bellatriks.

Zgredku, jak śmiałeś zaatakować swoją byłą panią! - wrzasnęła wściekła wiedźma. - Poniesiesz konsekwencje tego haniebnego czynu!

Zgredek jest wolnym skrzatem, pani Cyziu! - odpowiedział oskarżony. - Zgredek pomaga tylko panu Harry’emu Potterowi!

Felix nie przysłuchiwał się dalszej dyskusji czarownicy i skrzata, gdyż w salonie Malfoyów zauważył bardzo dziwny przedmiot. Miał on kształt okręgu o promieniu około trzech metrów. Na jego powierzchni migały niebieskie iskierki.

Musimy tam wejść - odezwała się Nika, również wpatrzona w urządzenie.

Skąd to wiesz? - zapytał podejrzliwie Net.

Jakieś takie… Przeczucie - odpowiedziała Nika

W tym momencie obok głowy Neta przeleciał grot czerwonego światła. Minął ją o centymetr.

Masz rację - zgodził się Net. - Musimy tam wejść.

A co z resztą?

Nie wiem. Wydaje mi się, że jesteśmy od nich zupełnie inni. Nie mamy swoich różdżek. Nie chodziliśmy do Hogwartu. Jakbyśmy… Nie pochodzili z tego świata. Nie pasujemy tu - stwierdziła Nika.

Powoli przyczołgali się do urządzenia. Nikt nie zwracał na nich uwagi. Znajdowali się kilka metrów od Pierścienia, gdy ten ich wciągnął.

Felix, Net i Nika leżeli na podłodze sali z Pierścieniem. Podszedł do nich pan Polon, tata Felixa.

Szukałem was po całym Instytucie. Gdzie byliście? - zapytał.

Dobre pytanie - powiedział Felix. - Nic nie pamiętamy. Wiemy tylko, że przeszliśmy przez Pierścień oraz, że właśnie z niego -

Wyglądacie na zmęczonych. Zawiozę was do domów, żebyście mogli odpocząć.

A kim byli ci mężczyźni w czarnych garniturach? - spytała Nika.

Niestety, nie mogę wam powiedzieć. To jest top top top top top secret. Ale nie przejmujcie się nimi. Już po wszystkim.

Jeszcze musimy zrobić pracę domową z polskiego - zmartwił się Net.

Tak się właśnie kończy odkładanie wszystkiego na ostatnią chwilę - odparła Nika.

A jaki był temat tej pracy domowej? - zainteresował się pan Polon.

Mamy opisać nasze największe marzenie.

A jakie są wasze marzenia?

Ja marzę, żeby sztuczna inteligencja robiła za mnie prace domowe i kartkówki - odpowiedział bez chwili zastanowienia Net.

Ja chciałbym skonstruować kiedyś robota, który zyskałby światowe uznanie - stwierdził Felix.

A ja chciałabym spędzić jeden dzień w świecie Harry’ego Pottera - rzekła Nika, nieświadoma tego, że to życzenie już się spełniło.

Wyjaśnienie:

Robione przeze mnie

Należy dopisać myślniki na początkach dialogów, ponieważ nie da się ich wkleić

Mam nadzieję, że pomogłam